exmachina Wstydliwe wyznanie na początek: w dobie rozreklamowanych, bijących rekordy w box-office blockbusterów, zaskoczyło mnie pojawienie się w kinach Ex Machiny. Nie wiem, gdzie była promocja, ale mnie ominęła. Film wszedł na nasze ekrany po cichu, gdzieś tak pomiędzy nowymi Avengers i nowym Mad Maxem, więc łatwo było go przeoczyć. Ale ja przecież nie mogłem sobie darować thrillera science-fiction ze sztuczną inteligencją w centrum intrygi, prawda? Zwłaszcza, że recenzje były zachęcające. 

Ex Machina to film kameralny. Całość rozgrywa się w jednym ultranowoczesnym domu na odludziu pomiędzy trzeba stronami dramatu: miliarderem i wynalazcą będącym jednocześnie właścicielem lokum, stanowiącą jego dzieło dziewczyną-robotem oraz jego pracownikiem, zwycięzcą konkursu, w którym nagrodą okazuje się być możliwość przeprowadzenia na niej testu Turinga. Rozpoczyna się to wszystko bardzo szybko: reżyser Alex Garland nie owija w bawełnę i wystarczy mu jedno ujęcie pracownika przed komputerem, byśmy dowiedzieli się, że wygrał konkurs, po czym chwila w śmigłowcu, w kilka sekund pieszo do umieszczonego na odludziu penthouse’a i ruszamy z kopyta. Przywitanie pracodawcy z pracownikiem, rozpoczęcie testu Turinga i zabawa się rozpoczyna.

exmachina2 Mimo, że w zasadzie nic takiego na ekranie się nie dzieje, to atmosfera gęstnieje z każdym ujęciem. Nie ma w tym filmie sceny zbędnej, a twórcy sprytnie podrzucają nam tropy tak, że bardzo szybko zaczynamy się zastanawiać, jaki sekret kryje twórca maszyny, czy ona rzeczywiście myśli i czy potrafi manipulować rozmówcą, oraz czy kluczem do rozwikłania zagadki nie jest przypadkiem mglisty życiorys pracownika.

Ex Machina, poza tym że jest naprawdę sprawnie nakręconym thrillerem, to przede wszystkim stanowi również kawał soczystego science-fiction z naciskiem na science. Oczywiście, nie ma nic odkrywczego w zadawaniu pytań o konsekwencje stworzenia sztucznej inteligencji, oraz o relację między androidem i jego twórcą, bo samych filmów – nie liczmy innych dzieł – podejmujących te tematy nakręcono dotychczas całkiem sporo. Ex Machina wyróżnia się jednakże tym, że szanuje inteligencję widza, a jej zakończenie moim zdaniem pozostawia pole do własnej interpretacji. Siłą tej odmiany science-fiction jest jej powaga: opowiadając nam historię o robotach sięga wgłąb ludzkiej psychiki. Oglądając na kinowym ekranie androida dowiadujemy się sporo o nas samych.

exmachina3 Alex Garland to człowiek, który dotychczas trudnił się pisaniem scenariuszy i ma w swoim CV takie filmy jak 28 dni później, Sunshine czy Dredd 3D (widziałem dwa pierwsze dawno temu i skojarzenia mam mocno pozytywne). Ex Machina jest jego reżyserskim debiutem i wnoszę, iż tym filmem wyrobił sobie przepustkę do stanięcia za kamerą jakiejś kolejnej hollywoodzkiej superprodukcji. Zaserwował nam sprawne dzieło, ze świetną muzyką i z dobrze odegranymi rolami. W zasadzie każdy z trójki aktorów wypadł pozytywnie, ale wyróżnić należy Alicię Vikander. Jej Ava jest cudowna: równocześnie potrafi rozczulać, urzekać i niepokoić. Domhnall Gleeson i Oscar Isaac dotrzymują jej tempa i również są bardzo przekonujący w swoich rolach. Wrażenia wzmacniają bardzo umiejętnie wykorzystywana muzyka i zdjęcia. Wszystko to składa się na pokaz bardzo solidnego filmowego rzemiosła i jestem osobiście przekonany, że wkrótce Garland dostanie od któregoś ze studiów jakiegoś blockbustera.

Ex Machina to bardzo miłe filmowe zaskoczenie tej wiosny. Żadne arcydzieło, ale właśnie takiego solidnego kina science-fiction nam potrzeba jak najwięcej. Każdy miłośnik fantastyki poważniejszej powinien ten film zobaczyć. Rzekłem. exmachina4

Reklamy