Paolo Bacigalupi to jedno z najgorętszych nazwisk anglosaskiej fantastyki ostatnich lat. Także i u nas coraz głośniej o tym autorze, a to między innymi również dzięki wydanej w 2015 roku przez Wydawnictwo MAG powieści Wodny nóż. Chwilę po premierze mój fejsbukowy wall został niemal zalany pozytywnymi recenzjami tego dzieła, w związku z czym zdecydowałem, że warto byłoby się z nim zapoznać. Co też właśnie uczyniłem w myśl zasady, że jeśli istnieje blog, który nie wstydzi się notek o książkach, o których wszyscy inni zdążyli już zapomnieć to jest nim właśnie Fikcjodajnia (ależ ja musiałem być pijany gdy decydowałem się na tę nazwę).

Wodny nóż to powieść z nurtu, w którym Bacigalupi się specjalizuje czyli fantastyki ekologicznej. Oto w zbałkanizowanych Stanach Zjednoczonych poszczególne stany na skutek katastrofy ekologicznej zmuszone są do rywalizacji o wyczerpujące się zasoby wodne. Angel Velasquez jest tzw. wodnym nożem, człowiekiem od czarnej roboty na usługach Las Vegas. Gdy zostaje wysłany z misją do usychającego Phoenix, okazuje się że trafia na ślad praw wodnych, które mogą zmienić układ sił i tym samym zagrozić pozycji swojego pracodawcy. Na miejscu poznaje dziennikarkę, która niepomna grożącego jej niebezpieczeństwa usiłuje dotrzeć do prawdy o śmierci swojego przyjaciela, a także młodą, pochodzącą z upadłego Teksasu dziewczynę gotową do walki o polepszenie swojego losu. Cała trójka staje w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa.

wodny-noz-dalejWodny nóż to bardzo solidna powieść, o której ciężko napisać złe słowo, ale mimo wszystko mam z nią mały problem. Chyba za mocno rozbujano moje nadzieje tymi wszystkimi recenzjami po premierze, tudzież podświadomie zestawiam ją z opisywanym tutaj niedawno Ślepym stadem Brunnera, bo mimo generalnie pozytywnych uczuć wobec tej powieści nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czegoś mi tu zabrakło. Było to moje pierwsze spotkanie z Bacigalupim i muszę mu oddać, że potrafi od początku zaintrygować czytelnika, a jeśli w miarę uważnie zdarza Wam się śledzić mojego bloga, wiecie zapewne że miewam problemy z wgryzieniem się w książkę od jej pierwszych stronic i bywa, że chwyta mnie dopiero po przebrnięciu pierwszych stu stron lub więcej. Tym niemniej Wodny nóż to wciąż dla mnie trochę taka niespełniona obietnica. W zasadzie wszystko jest tu na miejscu, akcja rozwija się jak należy, postacie są dobrze napisane, świat przedstawiony po bożemu, ale zbyt częste są myśli że to po prostu „zwykły” thriller. W świetle tych wszystkich recenzji spodziewałem się po prostu czegoś więcej.

Nie chciałbym mimo wszystko nikogo do tej powieści zrazić, bo to naprawdę bardzo porządna lektura. Wygląda na to, że stałem się po prostu ofiarą hype’u, którego wielu z moich czytelników być może nie uświadczyło, więc zdecydowanie łatwiej będzie im sięgnąć po tę powieść. Zapewniam że warto, bo Bacigalupi umie przykuć uwagę. Jeśli nie naczytacie się o Wodnym nożu zbyt wiele przed lekturą, z pewnością będziecie zadowoleni. Być może będziecie zadowoleni nawet w przypadku, w którym przed sięgnięciem po tę powieść się w internetach naczytacie, być może po prostu to ze mną jest coś nie tak. W każdym razie sprawdźcie sami.

Reklamy