Nie jestem, nigdy nie byłem i chyba już nigdy nie będę nałogowym serialożercą. Zdaję sobie sprawę, że wspominam o tym za każdym razem, gdy na bloga wjeżdża notka o jakimś serialu, ale cóż. Wydaje mi się zwyczajnie, że odbiorca tejże notki powinien być świadom, z kim ma do czynienia. Że nie pogada ze mną o House of Cards, Breaking Bad, Zagubionych, Grze o tron i kilkudziesięciu innych oglądanych powszechnie serialach. Nie żebym miał coś do wszystkich tych tytułów, po prostu – jakkolwiek zjawisko binge-watchingu nie jest mi zupełnie obce – hype na seriale nigdy mi się specjalnie nie udzielił, zaś gdy dodamy do tego zwyczajny brak czasu, sprawa robi się prosta. Nie jest jednak tak, że całkiem nie chcę. Wręcz przeciwnie, regularnie poszukuję jakiegoś lekkiego tytułu, przy którym mógłbym się odprężyć i po prostu fajnie spędzić czas. A gdy to wszystko jeszcze ma cokolwiek wspólnego z sajfajem, jest już całkiem klawo. Właśnie dlatego serial Timeless jest git.

Dla tych co nie znają: siedziba firmy Mason Industries staje się obiektem ataku ze strony byłego agenta NSA Garcii Flynna, który kradnie z niej statek do podróży w czasie i uprowadza jego pilota. Sprawa jest poważna, gdyż – jak wszyscy wiemy – podróże w przeszłość mogą znacząco wpłynąć na kształt teraźniejszości, toteż do gry włączają się siły rządowe. Na szczęście firma posiada kapsułę ratunkową i rezerwowego pilota: czarnego geniusza będącego współautorem projektu. Rząd przydziela mu żołnierza sił specjalnych, a nad tym, by przeszłość pozostała niezmieniona czuwać ma młoda profesor historii. Takie sympatyczne trio rusza w szaloną podróż po rozmaitych ważnych momentach historii Ameryki w celu powstrzymania Flynna, ale szybko okazuje się, że sprawa wcale nie jest tak oczywista, jak wydawać się mogło, oraz że utrzymanie dotychczasowej linii czasu jest bardzo, ale to bardzo trudne.

Cóż takiego fajnego jest w Timeless, zapytacie. Otóż w serialu tym urzeka mnie zwyczajnie ton niezobowiązującej lecz niegłupiej rozrywki, w którym jest on utrzymany. Co odcinek nasza poczciwa trójka wsiada do kapsuły w pogoni za Flynnem, przeżywając niesamowite przygody, gdyż ścigany zwyczajnie lubi pojawić się w jakiejś doniosłej historycznej chwili, by namieszać w linii czasu. Razem z nimi wybierzemy się zatem do momentu katastrofy Hindenburga, zamachu na Abrahama Lincolna, obrony Alamo, podczas II Wojny Światowej odbędziemy tajną misję razem z Ianem Flemingiem, wylądujemy w centrum dowodzenia NASA podczas pierwszego lądowania na Księżycu itp. itd. Tymczasem sytuacja w teraźniejszości gmatwa się coraz bardziej: już pierwsza wizyta w przeszłości doprowadza do nieprawdopodobnych zmian w życiu naszej pani profesor, żołnierz widzi w podróżach w czasie szansę na odzyskanie zmarłej tragicznie żony, zaś pilot zmuszany jest przez szefa Mason Industries do ciągłego nagrywania swoich towarzyszy, gdyż – jak się okazuje – firma ma pewnego dość tajemniczego i wymagającego zarazem inwestora, którego to właśnie za wszelką cenę stara się zniszczyć Garcia Flynn. Nasz terrorysta okazuje się mieć, delikatnie rzecz ujmując, bardzo solidne ku temu powody. Jakby tego wszystkiego było mało działania prezesa i właściciela Mason Industries zaczynają budzić podejrzenia rządowej agentki kierującej misjami naszej trójki. Dzieje się.

Mam wrażenie, że twórcy tego serialu bawili się przy nim całkiem nieźle. Najpierw niemałą frajdę musieli mieć scenarzyści, bo dość wyeksploatowany przecież motyw podróży w czasie wypada tu naprawdę świeżo, pomysłów nie brakuje, zaś sam motyw z wysyłaniem czarnoskórego pilota w przeszłość, w której normalnie zazwyczaj nie chciałby się znaleźć jest źródłem nie tylko sporej dawki humoru, ale i wielu ciekawych scen. I choć w Timeless również pojawia się schemat, który mnie w wielu serialach mierzi, czyli szokujące wydarzenie w końcówce odcinka, nad którym na początku odcinka kolejnego wszyscy zdążyli przejść do porządku dziennego, to jednak całość wypada naprawdę dobrze. Bawią się też dobrze aktorzy, bo widać między nimi chemię, kolejne wydarzenia napędzają ich wzajemne relacje i niejednokrotnie między nimi iskrzy. To jest ogólnie dobrze zagrany serial: Garcia Flynn nie jest jednowymiarowym sukinsynem zaś jeśli chodzi o nasz tercet pościgowy, to kolejne wyprawy ich do siebie zbliżają (choć nie jest to zbliżenie wolne od nieporozumień) i naprawdę nietrudno nam widzom uwierzyć, że zaczyna im na sobie zależeć. Wreszcie sama akcja: na ekranie wciąż coś się dzieje, nie ma zbyt wielu przestojów, w zasadzie nie da się powiedzieć o którymś z odcinków, by był klasycznym wypełniaczem, choć nie każdy pcha akcję do przodu z tą samą prędkością. Ogląda się to naprawdę przyjemnie, bo kiedy bawią się twórcy, bawi się i widz.

Bawi się widz taki jak ja, czyli ktoś, kto oczekuje że serial da mu rozrywkę, przy której zwyczajnie odpocznie, a która jednocześnie nie będzie stanowić obrazy dla jego inteligencji (coś tam chyba pod kopułą mi się przecież klei). Timeless mi to wszystko zapewnił, nie jest to w żadnym wypadku serial wybitny, ani taki, który ludzkość wspominać będzie przez następne dekady, ale w swojej kategorii naprawdę wypada bardzo dobrze. Tym bardziej fajnie, że włodarze NBC dzień po decyzji o skasowaniu tego tytułu potrafili się z niej jednak wycofać. Ta opowieść przecież nie jest jeszcze skończona, a zdecydowanie na swój koniec zasługuje.

Reklamy